OPUBLIKOWANO: 2017-05-12 przez 35. FST
w kategorii: News

Ach ta głupia miłość…

W jednej z Zielonych Gęsi Konstanty Ildefons Gałczyński tak pisze o miłości: „[…] Jest to psychiczna hipermetamorfoza prowadząca do hipercenestezji, co w konsekwencji daje angiopatyczną neurastenię”.

Ten dowcipny opis miłości uzmysławia nam jak trudno ją zdefiniować. Miłość wymyka się definicjom, to jasne. Nie mniej problemów, co definicje miłości, nastręcza też samo kochanie. Bo przecież, czy można nauczyć się kochać? Próżno szukać instrukcji kochania wśród lektur szkolnych lub w ofercie zajęć dodatkowych. Człowiek musi poradzić sobie z tą lekcją samodzielnie i ciągle uczy się na własnych błędach. Krótko mówiąc, wciąż są z tym kochaniem same problemy.

Nie ukrywam, że po pierwszych minutach pomyślałam, że nie będzie to dobry spektakl. Widzimy bohaterów, którzy rozmawiają ze sobą w parach, przypomina to szybkie randki – zapoznają się, opowiadają o sobie i zmieniają partnera. W kolejnych scenach głównym tematem jest wypalające się uczucie – scenariusz jak z komedii romantycznych klasy B. Ale im dalej w las, tym widz coraz chętniej ulega fabule. Nie wiem czy dzieje się tak dlatego, że każdy może zobaczyć tu chociaż jedną historię, która mu się przydarzyła a przez to zaczyna wierzyć w ten wykreowany świat, czy może dlatego, że ten spektakl jest po prostu piękny. Bohaterowie stają w obliczu katastrofy. Ktoś, kogo bardzo kochają, mocno ich zranił, nie okazał wsparcia, odrzucił ich i zawiódł. Uczucie bezgranicznej miłości przekształca się w nienawiść. Obsesyjne pragnienie bliskości powoduje porzucenie wszelkich zasad moralnych, bo tylko tak można choć na chwilę móc spróbować pokochać i poczuć, że nie jest się samotnym. Miłość całkowicie obnaża postaci, a pierwotne popędy zaczynają dominować nad rozumem.

Przejmujące historie bohaterów wyrażone są nie tylko za pomocą dialogów, ale także szukają swojego wyrazu w tańcu. Choreografie opracowane przez Cezarego Ibera dają aktorom szansę zaprezentowania swoich umiejętności (także ruchowych). Warto nadmienić, że aktorzy świetnie odnajdują się w scenografii projektu Damiana Banasza. Jest ona dość prosta, ale wielofunkcyjna. Nie było pokusy by ukryć się za rozbudowaną dekoracją, posłużyła ona jedynie za punkt wyjścia do samodzielnych działań.

Artyści stają na wysokości zadania. Biegle przeprowadzają grane przez siebie postaci przez najrozmaitsze stany emocjonalne. Talent każdego z aktorów sprawił, że miałam przyjemność obejrzeć interesujący, wzruszający i piękny spektakl.

Katarzyna Mańko

Najlepsza rola: cały zespół