OPUBLIKOWANO: 2017-05-14 przez 35. FST
w kategorii: News

Bezdech, czy raczej zadyszka?

Twórcy tanecznego spektaklu „Bezdech” zabierają widza w świat absurdu, w którym człowiek czuje się bezradny wobec zaistniałych sytuacji.

Bezdech to ogromne wyzwanie sceniczne dla tancerzy mierzących się z pytaniami o granicę ludzkiej wytrzymałości. Choreografka nie odcina tańca od jakichkolwiek znaczeń. Sceny zostają zmetaforyzowane i włożone w konkretne ramy interpretacyjne. To wszystko ma znaczyć. Widz, obserwując ciało tancerzy, ma zacząć rozumieć psychologię postaci i intensywniej zgłębiać problemy świata przedstawionego.

Nie mam wątpliwości, że aktorzy z Bytomia mają dość potencjału, aby stać się na scenie wyrazistymi indywidualnościami i współtworzyć zsynchronizowane sceny zespołowe. A jednak… Coś nie wyszło. Tancerze radzili sobie ze skomplikowaną scenografią, może najbardziej nieoczywistym elementem spektaklu. Wbieganie na rampy, wykonywanie na nich niemalże akrobatycznych póz – to wszystko wprowadzało dynamizm, którego jednak… W ostatecznym rachunku, było za mało. Na ile też mógł być to modelowy spektakl dyplomowy? Na ile dawał każdemu z tancerzy szansę, by zaprezentować talent, umiejętności, emocje? Czy nie był to raczej pokaz gimnastyczny, wyczerpujący trening, w trakcie którego tancerze dostają małej zadyszki?

Mimo zagubienia, widz odnajdzie w ruchu ciał jakąś historię. Ale wspólne stanie się też doświadczenie pewnego zmęczenia – czy to nadmierną ekspresją tancerzy, czy to głośną i zrytmizowaną muzyką. Tak, taneczna forma może tak, jak teatr operujący słowem wzbudzać lęk, dyskomfort, bunt. Może żyć napięciami, tu opartymi na obcowaniu z ciałami tancerzy, którzy wobec początkowego stanu idealnego komfortu, na naszych oczach opadają z sił, tracą życie.

 

Najlepsza rola spektaklu: brak

 

Wiktor Moraczewski