OPUBLIKOWANO: 2017-05-10 przez 35. FST
w kategorii: News

Emocje po pierwszym SOYERZE

 

Już trzeci rok z rzędu doroczny Festiwal Szkół Teatralnych inauguruje film dyplomowy studentów Wydziału Aktorskiego łódzkiej Filmówki.  W poprzednich latach były to Śpiewający obrusik (reż. i scen. Mariusz Grzegorzek) i Kryształowa dziewczyna (reż. i scen. Artur Urbański). W tym roku — Soyer.

Zaletą tegorocznego dyplomu jest interesujący i, lepiej niż w ubiegłych latach, dopracowany scenariusz. Wartka akcja, tragizm przetykany humorem (o czym niewątpliwie świadczą salwy śmiechu na sali) i podzielenie historii na trzy w pełni kompatybilne ze sobą części (każda z głównych postaci dostała własną) pozwala aktorom na wydobycie szczerych emocji z przydzielonych im ról. Ich gra nie jest teatralna, co wyglądałoby karykaturalnie, ale dość dobrze wyważona i przemyślana. Pozbawiono ją zbędnego dramatyzmu, choć czasami aktorom zdarza się jej ulec, zwłaszcza w ostatniej, mocno naszpikowanej tragizmem, historii. Na szczególne wyróżnienie zasługuje scena przy śniadaniu w hotelu między Jankiem (Cezary Kołacz) a kelnerką (Diana Krupa) i kierownikiem sali (Kamil Wodka), niemal żywcem wyciągnięta z Dnia Świra Marka Koterskiego. Napięcie między aktorami i umęczony wyraz twarzy zrezygnowanego Jacka, epatuje tu wręcz absurdalnym humorem. Maciejowi Musiałowskiemu, tytułowemu Soyerowi, udaje się natomiast zachować w swojej roli równowagę pomiędzy powagą a błazenadą. Bardzo przekonująca i naturalna w swojej roli jest również Marianna Zydek — Małgośka, siostra głównego bohatera i żona Janka.

Są też i słabe strony. Niedopracowane zdjęcia, rozchybotana kamera i często nieprzemyślane kadrowanie zaburzają niestety odbiór. Na niekorzyść działają również zbyt duże przeskoki między planami oraz przesyt zbliżeń, zwłaszcza gdy ostrość obrazu się rozmywa. Trzeba jednak oddać, że plenery górskie zostały bardzo zgrabnie pokazane. Atrakcją są PRL-owskie hity, stanowiące część fabuły i pobudzające nogi do podrygiwania, które dodają klimatu poszczególnym scenom. Sam scenariusz, choć ogólnie dobry, zawiera trochę nieścisłości, jak na przykład scena z lesbijką w szpitalu psychiatrycznym. Co miała na celu? — nie wiem, w dalszej akcji została całkowicie pominięta, tak jak między innymi potencjalny pomocnik Soyera. Nie zachwyca również gra reszty ekipy, która wypadła sztucznie i/lub karykaturalnie.

Trzeba jednak zauważyć, że z roku na rok filmy dyplomowe absolwentów filmówki są coraz lepsze. Gra aktorska dalej pozostaje na pierwszym miejscu (tak jak powinno być), ale kolejni twórcy skupiają co raz więcej uwagi na przygotowaniu solidnego scenariusza, oddając tym samym większe pole do popisu swoim studentom. A jeżeli zadbają jeszcze o techniczną stronę projektu, uwypuklającą zalety i ukrywającą niedoskonałości w grze aktorów, to jest szansa na interesujące kino fabularne, które spokojnie będzie można pokazać szerszej publiczności.

Najlepsza rola filmu: Maciej Musiałowski

Justyna Szaferska
Koło Naukowe Filmoznawców UŁ