OPUBLIKOWANO: 2018-05-20 przez 35. FST
w kategorii: News

Między dzieciństwem a dorosłością

Przebudzenie wiosny, Frank Wedekind, reżyseria i opracowanie tekstu Kuba Kowalski, Szkoła Filmowa w Łodzi

Wydawać by się mogło, że Przebudzenie wiosny Franka Wedekinda straciło na aktualności. Ale czy temat dojrzewania, rozmowy z dziećmi o seksie, niechciane ciąże nie spędzają po dziś dzień wielu rodzicom snu z powiek? I może w czasach, gdy religia w szkole jest ważniejsza, niż wychowanie do życia w rodzinie, dramat Wedekinda okazuje się nie tyle obrazem przeszłości, ile przestrogą na przyszłość?

Historie nastolatków zmagających się pierwszymi oznakami dojrzewania i dopiero rozpoznających swoje uczucia mogą wydawać się – z jednej strony – naiwne, a przez to zabawne. Wiele jest scen, gdy widz uśmiecha się, słysząc o dzieciach przyniesionych przez bociana czy o nieodpowiedniej długości sukienki. Z drugiej strony – skutki niewiedzy młodych ludzi, samotność nastolatków, ignorancja rodziców sprawiają, że śmiech więźnie w gardle.

Kuba Kowalski podzielił scenę na część „damską” i „męską”. Dojrzewanie to przecież okres odkrywania własnej seksualności i uświadamiania sobie różnic płciowych. W tym układzie środek sceny jest miejscem kontaktu chłopców z dziewczętami. W tej przestrzeni ciekawie zostały wykorzystane liny i sieci: zwisające z sufitu sznury stanowią element dziecięcych zabaw, ale wspinanie się na nie wydaje się także symbolizować potrzebę młodych ludzi, by uzyskać wiedzę. A jednak, związanie liną uwypukla ograniczenie nastolatków, uzależnienie od rodziców i społeczeństwa. Z kolei sieci okazują się pułapkami, zaś tych na drodze młodych ludzi jest wiele. Wykorzystanie wspomnianych elementów jest bardzo pomysłowe, ale pozostaje pewien niedosyt: bo skoro już są, i to w takiej ilości, to czy nie można by ich eksploatować jeszcze lepiej?

Grających w spektaklu aktorów można pomylić z gimnazjalistami. Ubrani w sportowe stroje, nieumalowani zdają się bardzo dziecięcy i naiwni. Ale momentami również grają jak dzieci, świadomie bawiąc się konwencją szkolnego przerysowanego teatrzyku. To jednak tylko pozór. Gdy bowiem chodzi o silne emocje, są bardzo realistyczni. Świetnie radzi sobie Karolina Bruchnicka w roli Wendli, bardzo naiwnej i prostodusznej, ale i ciekawej świata, upartej dziewczyny. Wyróżnia się także Jakub Zając jako Maurycy. Młodemu aktorowi udaje się pokazać samotność, poczucie niezrozumienia oraz ogromny stres wykańczający jego bohatera.

Bardzo udane w tym spektaklu są sceny zbiorowe. Aktorzy podśpiewując lub nucąc, wydają się odprawiać na scenie rytuał. Dojrzewanie staje się dla bohaterów rytuałem przejścia od dzieciństwa do dorosłości. Być może ten spektakl jest również rytuałem dla samych aktorów, którzy właśnie wkraczają w świat profesjonalnego aktorstwa?

Zarówno w spektaklu, jak i w dramacie Wedekinda istnieje ryzyko, że nie wszyscy ten rytuał przejdą. Wielu bohaterów jest, niestety, skazanych na porażkę. Dobrze, że chociaż aktorzy na tę porażkę skazani nie są.

Joanna Królikowska

 

Najlepsza rola spektaklu: Karolina Bruchnicka i Jakub Zając