OPUBLIKOWANO: 2017-05-14 przez 35. FST
w kategorii: News

Okrutna kolka – czyli dance poligon

Ciemność, dźwięk kapiącej wody i sylwetka bezdomnego prowadząca grupę przez środek wielkiej rampy – tak zaczyna się opowieść studentów IV roku Wydziału Teatru Tańca w Bytomiu.

Opowieść o ambicji, chęci wzniesienia się ponad własne możliwości, samotności i poszukiwaniu relacji.

Duża część scen skupiała się na wykorzystaniu elementów scenografii, jakimi były  kilkumetrowe, ruchome rampy, co wymagało od aktorów sporej odwagi i umiejętności. Tancerze wspinali się, biegali i wykonywali partnerowania na stromych ścianach, próbując za wszelką cenę przedostać się na ich drugą stronę. Wykorzystanie pochyłych płaszczyzn w choreografii  było niesłychanie efektowne, nie do końca jednak wiadomo, czym tak naprawdę były one dla aktorów. Murem, którym otoczone jest miasto? Granicą, za którą chcą się przedrzeć? Czy stawianymi przez nich samych ograniczeniami? Niezależnie od tego, co znajdowało się za ścianą, tancerze bezwzględnie dążyli do pokonania jej, by udowodnić swoją przynależność do reszty grupy.         Ciekawie zarysowana w spektaklu została relacja jednostki z grupą. Jak wiele jesteś w stanie zaryzykować udowadniając swoją siłę? Bezdech pokazuje, w jak prosty sposób ulegamy społecznej presji i dajemy wciągnąć się w gonitwę, by udowodnić, że nie jesteśmy gorsi od innych. Reżyser i choreograf spektaklu (Sylwia Hefczyńska-Lewandowska) postawiła swoich aktorów w sytuacji ciągłej walki ze swoimi słabościami oraz braku akceptacji jednostki przez grupę. Jedną ze scen najwyraźniej poruszających ten problem była solówka Wiktorii Zawadzkiej. Okazuję się, że często „innym” jest ten, kto chce czegoś więcej, stara się mocniej i czuje bardziej. To on właśnie spychany jest na samo dno przez resztę w obawie przed jego siłą.

Z szarą galopującą masą ludzi pochłoniętych przekraczaniem nieosiągalnych dla nich granic doskonale komponowały się kostiumy wykonane przez Martę Wieczorek. Jednocześnie stanowiły spójną całość na scenie i podkreślały indywidualności w trakcie solówek.

W spektaklu wiele razy, pomiędzy scenami grupowymi, pojawiały się duety i tria z których nie zawsze coś wynikało. Mimo dynamicznych układów i technicznej dokładności ze strony tancerzy, sekwencje przez nich prezentowane sprawiały wrażenie monotonnych, do czego mogła również przyczynić się muzyka. Niestety utwory, które wykorzystano w spektaklu, zamiast wprowadzać w trans i pomagać tancerzom utrzymać uwagę widza niemalże usypiały. Większość układów nie była zresztą odpowiedzią na akcenty w muzyce… Zaradzić temu próbowali tancerze (gratulacje!) próbując wyczuć własne tempa i impulsy. Tego rodzaju zgranie było widać w zdecydowanej większości scen, za czym najpewniej stały te długie godziny wspólnych prób.  Niestety minusem spektaklu były sceny, w których miało pojawić się słowo. Wypowiadane teksty (i choć nie było ich wiele) były niezrozumiałe dla publiczności i nie miały szansy wybrzmieć. Poruszające były rodzące się w trakcie spektaklu podziały na my i oni. Ja i reszta. Silni, którzy przeszli przez mur i słabi, którzy pozostali. Ci, którzy znaleźli prawdziwą relację i ci, którzy ją stracili. Spektakl uchwycił chwile, kiedy to zamykamy się, dzielimy i gonimy bez przerwy w wyścigu skazującym nas na samotność. Zawiązujemy relacje, by zaraz je zerwać, zrywamy by tworzyć nowe. Bezdech zdecydowanie pozwala wierzyć, że cel może być tuż za rampą, za kolejnym skokiem poza napotkaną przeszkodę.

 

 

Najlepsza rola spektaklu: Sabina Romańczak, Wiktoria Zawadzka

 

Ewa Otomańska