OPUBLIKOWANO: 2017-05-12 przez 35. FST
w kategorii: News

One man amor

Na podstawie historii z życia Hansa Christiana Andersena (Z życia glist) Paweł Domagała określa trudną pozycję artysty, gdy jedna sztuka drugiej nie jest równa.

Andersen ze swoimi bajkami i Domagała ze swoimi lalkami. A później długie brawa. Nie jestem pewno osamotniony w opinii: na tym Festiwalu powinno być więcej spektakli lalkarzy.

Na korytarzu, po skończonym przedstawieniu, że „te lalki miały więcej głębi, niż niejeden aktor na tym Festiwalu” (a podobno to recenzenci „Tupotu” mają niewyparzoną klawiaturę…). Pomyślałem, że – przy zastrzeżeniu, iż chodzi o pozytywną stronę ich sensu – te słowa doskonale nadają się do zrecenzowania występu Pawła Domagały. Lalki w rękach artysty z Wydziału Sztuki Lalkarskiej mają duszę oraz intensywną i osobliwą siłę sceniczną. Poruszane – poruszają. I my jesteśmy poruszeni.

Ta specyficzna siła oddziaływania marionetek na publiczność nie wynika tylko z ich urody, ale przecież także ogromnej pracy Pawła Domagały, który umiał przenieść na scenę cały swój zapał. Aktor nie budował charakteru postaci jakąś specjalną artykulacją, nie chował się za ich plecami i dużymi głowami, a mimo to żadna z kwestii nie była sklejona z poprzedzającą lub następną. Z lekkością, pasją i sprawnością przechodził z jednej roli do drugiej, sprawnie na nowo stawał się sobą. Ta intensywna i przepełniona zaangażowaniem praca aktora na scenie budziła zachwyt i szacunek. Włożył Domagała w swoich podopiecznych duszę, a marionetki dały nam gęste od nieoczywistych uczuć i emocji widowisko.

Reżyser, Jacek Dojlidko, oddał lalkarzowi do użytku jedynie proste biurko, które posłużyło jednocześnie za swoisty znak przestrzeni, w której dzieje się akcja przedstawienia oraz prosty schowek na marionetki z półkami i zapadkami. Mimo braku bardziej skomplikowanej oprawy scenograficznej, scena nieustannie tętni życiem. To także ogromna zasługa operatorki światła i muzyki Anny Marii Moś, która, niestety, podczas braw nie pojawiła się na scenie. Światło i w drugiej kolejności cień (to jedynie akcent) tworzy nastrój pełen niepokoju i niepewności. O świetle mówi się zawsze zdecydowanie za mało, a przecież to tak ważny składnik całej sztuki scenicznej… W tym zaś wypadku, bardziej jeszcze nie można go pominąć: w tej minimalnej konstrukcji Amor Omnia Vincit światło nie tylko oświeca, ale także niemal fizyczne wyznacza granice gry, tworzy jej przestrzeń.

Zawsze na końcu recenzji piszemy o tych aktorach, którzy najbardziej nas poruszali. Tu, aż chciałoby się nominować jedną z lalek, nawet przyznać jej tu i teraz Złotą Żyletę. W zastępstwie odebrałby ją Paweł Domagała. Lalki zostałyby pewno w biurku, tam, gdzie są na co dzień, oglądając świat jedynie w trakcie prób i przedstawień…

 

Sebastian Szajner