OPUBLIKOWANO: 2018-05-17 przez 35. FST
w kategorii: News

„Róbcie, co Wam podpowiada serce, ale najpierw pozwólcie sercu mówić”

Rozmowa z Ewą Prus, laureatką nagrody recenzentów gazety festiwalowej TUPOT – Złotej Żylety – za najostrzejszą rolę na 35. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łodzi oraz zdobywczynią nagrody ZASPu – Deski Scenicznej „za wyrazistą osobowość aktorską”.

Wkrótce zaczyna się 36. Festiwal Szkół Teatralnych. Jak wspominasz swój udział w zeszłorocznym wydarzeniu? Co najlepiej zapamiętałaś z tego Festiwalu?

Festiwal wspominam bardzo dobrze. Podkreślałam to w zeszłym roku i tak myślę także teraz, że jest to święto wszystkich zespołów – dyplomowych roczników szkół teatralnych – które przyjeżdżają z całej Polski, by pokazać, nad czym przez ostatni czas pracowały. Atmosfera Festiwalu jest fantastyczna. To czas integracji i ciężkiej pracy. Granie spektaklu Pelikan. Zabawa z ogniem dwa razy w ciągu jednego dnia wymagało skupienia.

Na zeszłorocznym Festiwalu zaprezentowałaś się w dwóch przedstawieniach, wspomnianym bardzo realistycznym Pelikanie… w reżyserii Jana Englerta oraz w spektaklu muzycznym Pibloktoq. Piosenki Marii Peszek w reżyserii Wojciecha Kościelniaka. Jak Ci się pracowało nad tymi dwoma tak różnymi spektaklami?

Praca nad tymi spektaklami była bardzo rozwijająca. Rzeczywiście były to dwa zupełnie różne przedstawienia i dwa odmienne światy. Zarówno Jan Englert, jak i Wojciech Kościelniak mają konkretną wizję spektakli, a jednocześnie dają dużo przestrzeni aktorom i pozwalają szukać własnych rozwiązań. Są to artyści, którzy mają ogromne doświadczenie i chętnie się nim dzielą. Cieszę się, że mogłam wystąpić w obu tych spektaklach.

Recenzentom TUPOTU bardzo spodobała się Twoja rola Matki z Pelikana… I jak wskazuje nagroda Złota Żyleta, byłaś w tej roli bardzo wyrazista. Zagrałaś bardzo realistycznie osobę znacznie starszą od siebie. Jak się tworzy taką postać?

Było to dla mnie wyzwanie – rola kobiety (jak wspomniałaś) – starszej ode mniej, która ma już dorosłe dzieci. Jan Englert nie próbował „dorobić mi siwych włosów”, tylko zachęcił mnie do przyjrzenia się relacjom między postaciami. Dużo rozmawiałam z reżyserem oraz z kolegami, biorącymi udział w tym przed-stawieniu. Zastanawialiśmy się, jak odnaleźć emocje, które będziemy mogli wiarygodnie przenieść na relacje między postaciami np. w relacji matka–dzieci. Dzięki rozmowom i próbom każdy coś w sobie odkrywał. Dla mnie to była niezapomniana przygoda. Krew, pot i łzy. I wspaniali ludzie, z którymi praca była ogromną przyjemnością.

Drugie przedstawienie z Twoim udziałem to Pibloktoq. Dla wielu Twoich kolegów spektakl muzyczny był czymś nowym. Natomiast Ty jeszcze przed szkołą teatralną miałaś takie doświadczenia, współpracowałaś np. z Teatrem Muzycznym ROMA. Czy dzięki tym wcześniejszym aktywnościom miałaś wrażenie, że nad Pibloktoq pracuje Ci się łatwiej niż innym?

Wiedziałam, czego mniej więcej można się spodziewać. Ale należy pamiętać, że każdy materiał jest czymś nowym. Pracowałam już wcześniej z Wojciechem Kościelniakiem, więc wiedziałam, jak wygląda praca u niego. Miałam świadomość, że to będzie duży wysyłek. Nie pioseneczki, tylko kawał teatru. Więc mimo moich wcześniejszych doświadczeń, przygotowanie tego spektaklu było dla nas wszystkich wielkim wyzwaniem. I bardzo dobrze.

Wydaje mi się, że spektakle muzyczne są Ci bliskie, bo przecież od śpiewu zaczynałaś. Współpracowałaś i nadal współ-pracujesz z wieloma artystami polskiej sceny muzycznej. Czy – mimo szkoły teatralnej – nie marzy Ci się kariera muzyczna?

Trafiłaś w sedno. Dużo pracuję na polu muzycznym i mam w tej dziedzinie trochę doświadczenia. Teatr w pewnym momencie bardzo mnie zainteresował, to była potrzeba serca. I postanowi-łam, że chcę ten temat zgłębić. Akademia Teatralna była miejscem, które mnie przyciągnęło. Teraz z uśmiechem na twarzy wracam do swoich korzeni, czyli do muzyki. Dostałam się do Berklee College of Music w Bostonie i tam rozpoczynam studia jeszcze w tym roku.

Gratuluję. Ale czy to oznacza, że w najbliższych latach nie będziesz występować w Polsce?

Świat jest teraz bardzo mały. Już wiem, że będę musiała przylecieć do Polski, żeby zrealizować projekt. Teraz kieruję swoją energię w stronę muzyki. Przychodzi mi na myśl mój kolega, Piotr Domalewski, który niedawno zadebiutował filmem Cicha noc. Z tego co mi wiadomo, studiował kilka kierunków. Gdy wychodzi-łam z kina po obejrzeniu Cichej nocy, byłam zachwycona jego debiutem reżyserskim. Trzeba być odważnym, trzeba szukać.

I próbować w wielu różnych dziedzinach…

Jeśli trzeba, tak. Jednak bez wątpienia dobrze jest w pewnym momencie się określić i trzymać tego, co dla nas najważniejsze. Bo nie warto swoich wysiłków rozpraszać. Trzeba być cierpliwym i ufać sobie. Obserwuję moich kolegów z roku i jestem z nich dumna, robią wspaniałe rzeczy, pracują w różnych miejscach. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy oglądali się na scenach i ekranach nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Za wszystkich jednakowo mocno trzymam kciuki. To są w końcu moi koledzy Z ROKU. Każdy, kto studiował aktorstwo, wie, jak wiele to znaczy (śmiech).

Głos to Twój ogromny atut. W teatrze, w muzyce, ale także w dubbingu. W tej dziedzinie pracujesz już od wielu lat…

Rzeczywiście, pracuję w dubbingu już dosyć długo. To jest praca, która nigdy mi się nie nudzi. Niedawno dostałam bardzo duży kontrakt głosowy – niestety nie mogę zdradzić żadnych szczegółów. Mam więc przed sobą godziny nagrań i wy-jazd do Bostonu. Jest dobrze.

Jako osoba, która ma już tak wiele doświadczeń na różnych polach, a przed sobą jeszcze więcej perspektyw, co mogłabyś poradzić tegorocznym uczestnikom Festiwalu Szkół Teatralnych?

Żeby zajęli się swoją pracą, wykonywali ją najlepiej jak umieją i by-li całym sercem w tym, co robią. Będąc zaangażowanym w stu procentach, można się najwięcej nauczyć. Na tym Festiwalu trzeba być w pełni, zagrać swoje spektakle, zobaczyć inne przedstawienia, poznawać ludzi, a przede wszystkim rozmawiać z nimi. Moja propozycja: odłóżcie telefony i bądźcie w Łodzi. A poza tym róbcie, co Wam podpowiada serce, ale najpierw pozwólcie sercu mówić.

Rozmawiała Joanna Królikowska