OPUBLIKOWANO: 2017-05-14 przez 35. FST
w kategorii: News

Rysy na szkle

Michałowi Kotańskiemu w krakowskim spektaklu dyplomowym udała się rzecz niełatwa.

W sposób dobitny i prosty do przyswojenia pokazuje obłudę na pozór świętych, pełnych najlepszych ideałów i wartości ludzi. Wszyscy są tu oczywiście bardzo wierzący i nie posiadają wad, ale gdy przyjrzeć się im bliżej… Pod płaszczykiem tego ideału kryją się brudne (a także w tym przypadku brunatne) tajemnice.

Osią spektaklu są tragiczne losy Marianny (Kamila Banasiak), która idąc za głosem serca (a nie – jak się od niej oczekuje – rozsądku) traci wszystko. Idealna miłość okazuje się tylko ułudą, a dziewczyna z tak zwanego „dobrego domu” schodzi na zła drogę i staje się kobietą upadłą. Ale to pogardzana przez swoje otoczenie Marianna jest przede wszystkim ofiarą. W dramacie Horvátha każda z postaci ma jakby dwie twarze – tę na pokaz i tę prawdziwą. Trudno o którymkolwiek z bohaterów powiedzieć, że jest przyzwoitym człowiekiem, ponieważ każdy, z pozoru niewinny i cnotliwy człowiek jest w stanie krzywdzić. Ważne wydaje się, że autor uchwycą społeczeństwo austriackie w bardzo charakterystycznym momencie – w przededniu gorączki nazizmu. Nic więc dziwnego, że jednym z elementów życia jego bohaterów jest fascynacja Hitlerem. Tej fascynacji ulega nie tylko Erych (Maciej Grubich), który chętnie wykonuje znany faszystowski gest pozdrowienia, ale również przedstawiciele starszego pokolenia.

Bez wątpienia aktorzy dobrze odnaleźli się w swoich rolach. Moją uwagę w tej inscenizacji zwróciła przede wszystkim postać Babki (Paulina Sobiś). Ta niby stara niepozorna i niegroźna kobieta potrafi przejść nagłą metamorfozę i stać się podstępną wiedźmą. Na początku wzbudza w widzu bardzo pozytywne emocje, nawet zaczynamy jej współczuć – w końcu została oszukana przez ukochanego wnuczka (Franciszek Szumiński), który nie chce oddać jej pieniędzy. Tymczasem z pozoru nieporadna babcia potrafi w ostateczny sposób rozwiązać każdy problem – nawet problem niechcianego dziecka. W cichy sposób doprowadza do śmierci prawnuczka, nie czuje się przy tym w żadnym stopniu winna. Co więcej jej zbrodnia (oczywiście zatuszowana) jest w jej przekonaniu wręcz wyrokiem bożym.

 

Monika Górak