OPUBLIKOWANO: 2017-05-12 przez 35. FST
w kategorii: News

Spek-talk

O przedstawieniu „Amor Omnia Vincit” w wykonaniu Rafała Domagały rozmawiają: Wiktor Moraczewski i Mateusz Bugalski

Mateusz: Jeden człowiek na scenie (znakomity Paweł Domagała), dwie lalki, a pytań i poruszeń, co niemiara. W tym krótkim, czterdziestopięciominutowym spektaklu, poprzez opowieść o losach Hansa Christiana Andersena, stawia się pytania o granice „prawdziwej” sztuki, a także o samotny los niedocenianego twórcy. Czy można z pewnością wytyczyć granicę oddzielającą dobrą sztukę od chłamu? Czy ktoś jest kompetentny, by się tego podejmować i czy jesteśmy skazani na jego sądy? Główny bohater, niespełniony twórca, zmierza się z ocenami własnej twórczości formułowanymi przez uznanych artystów. Oni wiedzą wszystko – jak sztuka powinna wyglądać, jak ma się oddalać od języka ulicy i jak sięgać chmur. Jakby naprawdę był jakiś wzór do mierzenia dobrej sztuki i forma, do jej tworzenia…

 

Wiktor: Bo w ogóle, to trzeba by najpierw zapytać o to, co to znaczy być artystą. Nie chodzi o zawód, raczej o pewną kondycję. Człowiek staje się artystą, gdy zaczyna kreować pewną wizję świata. Czy artystą jest już osoba, która coś uszyje, namaluje, albo wyrzeźbi? Z określeniem tego co jest sztuką, a co nią jeszcze nie jest, może być duży problem. Jakie są w ogóle kategorie oceny, które przyjmuje człowiek mówiąc, że coś jest sztuką? Co to w ogóle znaczy sztuka? Sztuka to dla mnie pojęcie bardzo względne. W szczególności w dzisiejszym świecie, kiedy człowiek jest w stanie określić każdą, nawet najbanalniejszą, czynność mówiąc, że to sztuka. Myślę, że nie istnieje osoba w pełni kompetentna, żeby określać to, co jest sztuką. Każdy okres w historii ma jakieś widzenie świata… wizję tego świata i albo to przyjmujemy, albo nie. To są jakieś granice. Ale wyznacznika sztuki nie ma… Bycie wolnym. Indywidualna ocena tego, co jest dla mnie sztuką, a co nie. Taka kategoria oceny wydaje się najbardziej sprawiedliwa.

 

 

Mateusz: Albo każde działanie, gest, twór, który poszerza naszą świadomość i opowiada nam jakąś historię… Wracając do spektaklu. Aktor w humorystyczny sposób pokazuje dążenie człowieka spoza elity do tworzenia. Przedstawienie to ma charakter tragikomiczny. Śmiejemy się, by za moment zadumać się nad losem niedocenianego i zgarniającego brutalne opinie o swojej twórczości bohatera.

Wiktor: Tak długo, jak długo będziemy przyjmować odgórne schematy wyrokujące o tym, kto jest artystą, kto nie i tak długo, jak długo nie uznamy wagi naszego wyboru, tak długo ludzie spoza środowiska nie staną się artystami. Byłaby szkoda.