OPUBLIKOWANO: 2017-05-10 przez 35. FST
w kategorii: News

Spek-talk

O przedstawieniu „Lovecraft” Roberta Bolesto w reżyserii Łukasza Kosa, w wykonaniu studentów PWSFTviT w Łodzi rozmawiają: Ewa Otomańska i Mateusz Bugalski

Mateusz: Kraków czy Warszawa? Bytowanie z ekscentryczną żoną i nieustannie zamkniętym w swoim pokoju demonicznym synem, czy może obcowanie z obwisłymi ze starości i puszczającymi gazy ciociami? A może jednak zimna Antarktyda? Czy w którymś z tych środowisk pan Lovecraft (Michał Styczeń) jest w stanie się zaadaptować?

Ewa: Myślę, że nie. Niezależnie od tego gdzie przebywał Lovecraft jego cienie ciągnęły się za nim. Mimo swojej ucieczki w poszukiwaniu sensu, porządku, przeznaczenia, cały czas goniło go jego fatum. A obsesja zdawała się zataczać coraz szersze kręgi. Ostatecznie może dopiero na Marsie – tam, gdzie znalazły się jego kły. Ale to raczej było już po jego śmierci.

Mateusz: W każdym sąsiedzie, ekspedientce w sklepie, czy pośród krakowskich kloszardów widział natrętne demony – ich widok pogłębiał jego psychozę. Spektakl ewidentnie opowiada o człowieku, który nie potrafi znaleźć swojej przestrzeni, miejsca do życia.

Ewa: Sam Lovecraft mówi o swoim życiu tak jakby od zawsze było dotknięte klątwą. „Matka wiedziała, że mogę być potworem[…]”, albo ”[…]odkąd pamiętam czuję ten prymitywny lęk.”  Ciągła pogłębiająca się obsesja na punkcie zła, która mu towarzyszy z jednej strony wydaje się nie być uzasadniona z drugiej jednak te lęki opierają się na obserwacji. Każde wydarzenie, jakie dzieje się wokół niego, traktuje jako znaki, które świadczą o obecności zła. Wszystkie te „przypadki” uderzają jednak w jego życie, trudno więc powiedzieć czy zachowanie Lovecrafta jest czystym szaleństwem, czy jednak można znaleźć w nim sens. Zdaje mi się, że rozumiem Lovecrafta.

Mateusz: Lovecraft wychowywany przez odrzucające swoją fizjonomią, lecz bogobojne ciocie nie jest w stanie wejść w dorosłe życie, nie potrafi być ani mężem, ani ojcem. Nie jest także doceniany jako pisarz. Widz może odnieść wrażenie, że bohater jest nieudacznikiem. Czy naprawdę nie możemy dostrzec w nim jakichś pozytywów?

Ewa: Lovecraft jest postacią bardzo chaotyczną. Dokonuje nieuzasadnionych decyzji takich jak odejście od żony, przeprowadzka do ciotek, wypisanie się z kościoła itd. Przez te wszystkie działania oddala się od „normalności”. Choć opowiada przerażające historie o rozbijających się na jego oknach ptakach, czy mieszkających na korytarzu demonach, sam Lovecraft nie wydaje się być złym człowiekiem. Pomimo wielu wad nie zrobił nikomu krzywdy. Jest człowiekiem bardzo wrażliwym i przerażonym tym, co dzieję się wokół niego. Wydaje się bardziej ofiarą i świadkiem zła, niż jego powodem. Nie wiadomo dlaczego demony właśnie jego wybrały na swojego gospodarza.

Mateusz: Jest on gospodarzem wielu natręctw, gdyż sprawia wrażenie człowieka ‚”nie do życia” – słabego i rzuconego w wir obowiązków i funkcji społecznych, których nie jest w stanie spełniać. Tej dawce histerii i marazmu, których doświadczamy na scenie, towarzyszy nam także wspaniała scenografia i mocna wywołująca palpitację serca, niepokojąca muzyka. Nie brakuje krwi, charakterystycznych czarnych worków foliowych, służących do pakowania w nie zwłok, mokrych wilgotnych istnień pozaziemskich…

Ewa: Ogromne wrażenie robiła scenografia, scenę ograniczono do wąskiego korytarza a na każdej ze ścian wyświetlane były wizualizacje. Pojawiające się na wszystkich ścianach obrazy były jak gdyby prosto z głowy Lovecrafta. Na scenie często wykorzystywana była kamera, której wyświetlany obraz stwarzał perspektywę obserwowania przestrzeni ze środka akcji. Być może właśnie tak, jak czuł się obserwowany przez złe moce Lovecraft. Spektaklu na pewno nie można uznać za „przyjemny” i nie jest to wcale zarzut. Wszystko, co składało się na widowisko, wyświetlane obrazy, ostre, nieprzyjemnie dźwięki zza ścian, duszący dym i smród zabitego przez Lovecrafta potwora. Wszystko to składało się na atmosferę „nadchodzącej masakry”, a być może przyjścia samego Cthulhu.