OPUBLIKOWANO: 2018-05-17 przez 35. FST
w kategorii: News

Zagadka istnienia

Bahamut, Wojciech Kościelniak, na motywach powieści Jane Austen Duma i uprzedzenie, reż. Wojciech Kościelniak, AST Kraków Filia we Wrocławiu

Czytając opis spektaklu, zastanawia-łam się, co wspólnego może mieć mitologiczny Bahamut z bohaterami Dumy i uprzedzenia. Okazuje się, że jednak dużo.

Powieściowy problem rozwarstwienia klasowego został zastąpiony problemem różnic między ludźmi a androidami. Matka (Anastazja Borkoniuk) jest właścicielką fabryki androidów „Pride&Prejudice”. Jej córki – femboty: Elizabeth (Ewa Niemotko), Jane (Martyna Bazychowska), Lydia (Martyna Kośnica) są idealnymi, pięknymi kobietami, bez żadnych skaz. Pozostali bohaterowie – ludzie – mają na ciele różne blizny, rany, jakby się psuli, gnili. Nie raz padają ze sceny słowa potwierdzające diagnozę o słabości człowieka, na przykład, że byle alergia czy inna choroba jest w stanie ich zabić. Kiedy ludzie zginą w wyniku zagłady, androidy przeżyją. Za to one z kolei nie mają duszy i, jak mówi w swoim monologu Lady Catherine (Karolina Rzepa), przez to nigdy nie mogą równać się z ludźmi. Potrafią jedynie udawać uczucia, takie jak miłość, radość czy nawet ból, ale nie mogą wiedzieć, co tak naprawdę czują ludzie. Być może klucz tkwi w ciągłym ćwiczeniu, o czym z tak wielką pasją i ekspresją mówi pastor William Collins (Michał Krzywdziński). Wszelkie różnice powinny trwać w harmonii, stąd kolejno: Bóg, Ziemia, anioł, rubinowa skała i byk potrzebują oparcia, jakim jest dla nich ryba Bahamut. Darcy (Bartłomiej Jabłoński) w swoim energicznym monologu próbuje rozwikłać zagadkę, czym jest Bahamut i dochodzi do wniosku, że jest on właśnie zagadką. Zagadką istnienia całego świata.

Carolina (Marta Parzychowska) tęskni za naturą, zachwyca się żukiem. Zachwyca się nim, bo jest prawdziwy, nie ma numerów, w przeciwieństwie do otaczającego ją świata, który staje się coraz bardziej sztuczny. Na twarzy Caroliny malują się wszystkie emocje, które nią targają. Nie musi mówić zbyt dużo. Widać, jak bardzo chce szczęścia swojego brata Bingleya (Igor Tajchman) i jak cierpi z powodu nieszczęśliwej miłości do Darcy’ego.

Finałowa scena, w której Elizabeth także znajduje żuka, wydaje się być symbolem jej „przejścia” na stronę ludzką, gdy może nie tyle staje się człowiekiem, ale zdaje się być już traktowana na równi z ludźmi. Przy-wodzi mi to na myśl fembota Sophie, który w zeszłym roku w Arabii Saudyjskiej otrzymał prawa obywatelskie. A tytułowy Bahamut pochodzi właśnie z legendy arabskiej. Wszystko zdaje się składać w jedno.

Wszyscy aktorzy byli wyraziści, przyciągali uwagę od samego początku spektaklu aż do jego końca. Każda z postaci wzbudzała sympatię, cały czas pojawiały się także elementy humorystyczne czy zwroty do publiczności.

Śmiało można powiedzieć, że jest to dobry dyplom skłaniający widza do refleksji. Do refleksji nad tym, dokąd zmierza otaczający nas świat: wymykający się z rąk postęp techniki, chęć zysku, zatracanie wartości, chęć wygodnego życia. Jak długo jeszcze Bahamut będzie w sta-nie go udźwignąć?

Aleksandra Biegańska

Najlepsza rola spektaklu: Marta Parzychowska