OPUBLIKOWANO: 2017-05-10 przez 35. FST
w kategorii: News

Zbyt duża foremka na lovecraftowe ciasto

Ja wiem, że mamy XXI wiek, ja wiem, że technologia kusi możliwościami, ja wiem, że to znak tych czasów, naszych, współczesnych.

Wiem, że mnogość docierających do nas bodźców ze świata jest jeszcze bardziej mnogo mnoga… I że technologie massmediów są jeszcze bardziej tech i jeszcze bardziej mass. A jednak czujemy się nieswojo, gdy poczęstowani w teatrze intermedialnym przekładańcem odkrywamy z rozczarowaniem, że to ciasto bez drożdży – że nie wyrosła treść, a sens pozostał jedynie na poziomie przepisu.

Trudno jest aktorom Filmówki udźwignąć spektakl, w którym reżyser troszczył się bardziej o efekciarstwo niż o efekty. W którym jest wszystko, a już najbardziej chaos: tu biografia Howarda Philipa Lovecrafta, tam kawałek jego twórczości, tu niskobudżetowy horror, tam trochę Polski i trochę kabaretu. Aż nadto, by ukryć pracę aktorów – ich umiejętności i potencjał. A szkoda, bo to przecież spektakl dyplomowy.

Widz wie, że ma się plątać po tym świecie niekontrolowanych asocjacji, jednak nie rozumie po co. Może chodzi nie o rozumienie, a o multisensoryczne odbieranie? Tyle tylko, że pomimo wszelkich próba widza, by zaangażować się w „odczuwanie” spektaklu, dystans między nim a sceną rośnie i rośnie. Widowisko miało nacierać na widza, a tymczasem odpycha. Miało porywać, a tymczasem nudzi. O co pyta Łukasz Kos? Pewno o zło. Najpewniej także o tożsamość i społeczną przynależność. Czy daje jakąś odpowiedź? Nie, na pewno nie. Wystarcza mu nastrój grozy, zresztą niekiedy oddany najwyżej połowicznie – zwłaszcza, gdy spektakl zaczyna się staczać w komediowe rewiry.

 

Wrażenie robi scenografia (Joanna Nemirska): mnogość wejść i wyjść ze sceny pozwala na podkreślenie dynamiki sekwencji, a klaustrofobiczne pomieszczenie z tektury i folii pozbawiając przestrzeń intymności, potęguje jej chłód i obcość.

 

Najlepsza rola spektaklu: Aleksandra Przesław

 

Barbara Południak