OPUBLIKOWANO: 2017-05-13 przez 35. FST
w kategorii: News

Zło wcielone

Spektakl dyplomowy Szkoły Filmowej w Łodzi „Diabeł, który…” w reżyserii Mariusza Grzegorzka to świat z pogranicza jawy i snu, będący współczesnym manifestem na temat odgórnie narzuconej i duszącej ludzi religijności.

Religia zamiast opierać się na wiarygodnym systemie wartości, dającym spełnienie i wolność, ogranicza człowieka, demonizuje jego zachowania a wreszcie wyklucza go z życia społecznego. Świat, który stworzył Grzegorzek, jest niczym pozbawiony światła i powietrza pokój, zamieszkały przez cielesne odczłowieczone formy rozerwane pomiędzy tym, co duchowe i tym, co materialne.

Główny bohater – Huw (doskonały Maciej Musiałowski) próbując każdego dnia dążyć do spełnienia, idealizacji, spokoju, za każdym razem przezwyciężając swoje granice – rodzi się na nowo, jako inny człowiek. Tak silnie związane z tym zjawiskiem pojęcie odnoszące się do czasu i poznania – Vanitas – przymykające między prezentowanymi obrazami projekcji filmowych, od razu przywodzi ma myśl stwierdzenie związane z księgą Koheleta – „Marność nad marnościami – wszystko marność”. Zarówno scenografia autorstwa Mariusza Grzegorzka – kilkanaście dopalających się białych świec na tle czarnych ścian i materiałów, jak i kostiumy projektu Matyldy Leśnikowskiej imitujące ziszczoną skórę człowieka – stają się symbolem marności i nieustannego przemijania świata. Te dwa, bezdyskusyjnie uzupełniające się elementy spektaklu mają utwierdzić widza w przekonaniu, że życie to tylko kilka krótkich chwil kończących się i ponownie zaczynających. Nieustannie zbliżających wszystko do zagłady.

 

W spektaklu Grzegorzka mamy do czynienia z dramatem rodzinnym, w którym brak miłości doprowadza do poszukiwania własnej tożsamości w innych przestrzeniach życia niż dom. W momencie przełomowym bohaterowie spektaklu szukają wokół siebie stałych punktów odniesienia, na których mogliby oprzeć swoją niepewną egzystencję. To jednak okazuje się niemożliwe. Bohaterowie nie posiadają własnego zdania. Ich chęci i pragnienia zostają przejęte przez pastora, który sprytnie nimi manipuluje – jak w przypadku niechcianego dziecka Dilys (Marianna Zydek). To zresztą jeden z tych wątków silnie odnoszących się do czasów nam współczesnych. Kryzys słabej jednostki wykorzystany zostaje przez świat duchownych o chorych i przekłamanych ambicjach. Czy to właśnie duchowni z tego świata są wcielonym złem doprowadzającym do konfliktu rodzinnego?

Grzegorzek zrobił spektakl dający niepowtarzalną okazję do wszechstronnej prezentacji aktorskich umiejętności i otwierający aktorom drzwi do wielkiego teatralnego świata. Zjawiskowo piękna Marianna Zydek w roli Dilys zachwyca! Jest utalentowaną i odważną aktorką. Stworzoną do grania charakterystycznych ról. Jej sceny z Maciejem Musiałowskim to mistrzowski pokaz aktorskich umiejętności. Prostymi środkami udaje jej się stworzyć różne portrety prezentujące oblicza kobiecej natury. Bawi, ale i potrafi doprowadzić do łez. Dawno nie widziałem w teatrze tak wyrazistej osobowości, zawsze przekonującej i wiarygodnej.

 

Najlepsza rola spektaklu: Marianna Zydek

Wiktor Moraczewski